24 stycznia 2012

ad ACTA

Zofia: "A do wszystkiego jeszcze megaupload nie działa i chcą zabić internet a ja tylko tak myślę, że nie zdążę ściągnąć całego internetu w dwa dni:P"

Brak mojego komentarza (usuniętego przez ACTA) niech będzie wystarczającym komentarzem.

16 stycznia 2012

W oczekiwaniu na Blue Monday

Słuchajcie, na razie cicho w temacie niebieskiego poniedziałku, a on jest już tuż tuż. Blue Monday = najbardziej depresyjny dzień w roku, przypadający na styczeń, kiedy to dzień jest krótki, wiemy już, że nie dotrzymujemy postanowień noworocznych, a kasa się kończy, bo świąteczna wypłata wypłacona została o tyle wcześniej, żeby starczyło na prezenty.

EDIT: Ładnie się wstrzeliłam, blue monday jest dziś :]

U mnie nowe życie mode on. Zmiany są takie: pracuję na rewirze tylko w weekendy, nie kupuję w tym miesiącu karty miejskiej, bo mi się zwyczajnie nie opyla, skoro praca 10 minut od domu, a po pracy zgon, jem śniadania, kładę się wcześniej spać, jestem jałowa towarzysko. Aha, no i jeszcze postanowienia noworoczne przecież realizuję, póki co. To jest dość fajne.

Na mieście, mam wrażenie, wysyp wariatów, jak to mawia Bronek. U niej co prawda wysyp wariatów ma charakter sezonowy i zdarza się latem, u mnie natomiast wysyp po prostu jest. Mam magnes na świrów i meneli; nie wiem, co takiego jest w mojej niesympatycznej twarzy, że oni po prostu MUSZĄ do mnie podejść i mówić.

Ostatnio jechałam schodami z metra na powierzchnię, kiedy to poczułam na brzuchu (sic!) czyjąś rękę. No ktoś mi ją wsunął pod moim ramieniem i mnie poklepał po brzuchu. Trochę mnie to zaskoczyło, pomyślałam, że to MUSI być ktoś znajomy, kto sobie ze mnie robi jaja (Karol, Kamil?), bo przecież ja się z ludźmi nie dotykam, bez przesady! Odwracam się więc z bananem na mordzie w pełnej gotowości do powitań, a tu jakaś obca MĘSKA morda się cieszy i mówi do mnie tak: czy mogłabyśzrobićkrokdogóry, botusięnamniepchająodtyłu. JamamADHDczujęsięwtymmieściejakufoludekciludzietacydziwni (przysięgam, że mówił to wszystko na jednym oddechu). Ja na to: ...(rozdziawiona). On: wogólejamamdziśurodziny, jadęnaimprezęwłaśnie, możechceszjechaćzemną?, na co ja: nie nie, dziękuję, trochę się spieszę, jestem umówiona na spotkanie. Na co on: aty,tymaszteżdziśurodziny? Więc ja, że niebardzo, no tak się składa, że akurat nie dziś, na co on, że szkoda. I że może jednak bym poszła na imprezę z nim, na co ja że nie i wszystkiego najlepszego i uciekłam od świra, bądź co badź, przystojnego. Strach, strach jeździć metrem.

Nowa praca powoli się rozkręca, ja staram się mieć do niej dobre nastawienie i wzbudzać w sobie entuzjazm, choć pracuję w przyziemiu, w biurze bez lodówki i odświeżaczy do toalety, w którym pracuje 8 osób, z czego trzy to zarząd, z czego dwoje siedzi ze mną w pokoju, trzy osoby to kreacja (you know), jedna osoba jest nowa, a jedna nieobecna. Liczę na to, że dużo się nauczę i to mnie trochę trzyma przy życiu.

Korzyścią jest odzyskanie godzin popołudniowych, które zamierzam wykorzystać na jogę i czas dla siebie. Strasznie jestem podekscytowana tym nowym czasem.

Zdecydowaną niekorzyścią jest chroniczny ból barku, jako że pracowanie 20h w dwa dni weekendowe w stojącej pracy bardzo obciąża ramiona. W związku z tym od poniedziałku do środy odczuwam ciągły, bardzo intensywny ból lewego barku, połączony z falami mdłości z powodu tegoż bólu, w okolicy czwartku ból przechodzi w niekomfortowe ćmienie, w piątek prawie zanika, a w sobotę idę do pracy na 10h i cała zabawy zaczyna się od nowa. Nadzieję mam, że joga pomoże.

Żeby nie gubić pracowej kreatywności, mam pod ręką to:


Na depresję mam na tapecie w kompie moje ulubione zdjęcie trampków czerwonego i czarnego, a także 8 szt. cukierków typu michałek. Mam nadzieję, że moc się pojawi, gdyż codzienne jedzenie michałków niechybnie pójdzie mi w cycki, a na to ani ja, ani świat nie jest gotowy.

Udanego tygodnia, tak przy poniedziałku :)