10 kwietnia 2012

Najpiękniejsze Warszawianki to przyjezdne, czyli o jajeczkach kilka słów

Ej, słuchajcie, miałam boskie święta! Nie sądziłam, że kiedykolwiek to napiszę, bo jednak święta, to święta, ale... chyba znalazłam sposób na przeżycie. Sposób jest wielce prosty - po pierwsze należy sobie zapewnić towarzystwo, po drugie - należy sobie zapewnić alkohol. Dotychczasowe doświadczenia wskazują, że te dwa czynniki sprawdzają się dosko również w innych sytuacjach, niemniej jednak świątecznie - najlepiej.

Niedziela = chillout na końcu świata (Tarchomin). Co prawda zdominowała mnie suka i nie można było mnie masować, a ja bardzooo, bardzooo lubię, kiedy się mnie masuje, ale za to sama koncepcja zjedzenia na świąteczne śniadanie karkówki z grilla i zagryzienia ciastem cytrynowym jest dość udana. Wręcz bardzo spoko. Gdyby jeszcze Krzyś nie faszyzował i pozwolił mi na bezkarne spóźnienie, byłoby idealnie. Ale rozumiem. Pościł, a potem z głodu mówił brzydkie rzeczy :D

Poniedziałek to bardzo sympatyczna pierwsza część dnia z Natą oraz bardzo miła druga część dnia na Zawiszy, gdzie w końcu wypełniło mnie zrozumienie dla nadużywających alkoholu. Po spożyciu kapeczki wina dla kurażu (butelka) nie mogłam się nadziwić własnemu odbiciu w lustrze. Te krągłości takie śliczne, talia taka wąska i buzia, zjawiskowa buzia! SZOK. Być może to sprawka wina z Maryjką, a być może pozostałych gości, ale koniec końców czułam się bosko. Chcę tak codziennie, tylko czy da się tak jakoś bez wina? Jedyną niezręcznością było to, że mi się troszkę zapomniało o zasadzie "pijesz, nie pisz", na szczęście smsy trafiły na życzliwy grunt. Uff.

Em wygłosił taką refleksję, że Boże Narodzenie spędza się z rodziną biologiczną, a Wielkanoc - z tą drugą rodziną (towarzyską) i to mi się bardzo podoba. Trzeba wprowadzić tę refleksję w życie. Ewentualnie rozszerzyć listę świąt spędzanych z rodziną towarzyską o Boże Narodzenie i będzie już w ogóle miód-malina.

Tymczasem żegnam się piosenką, którą zaproponował wczoraj Człowiek o Najpiękniejszym Głosie w Wiosce (czy ktoś może sprawić, żeby ta osoba mówiła mi "dzień dobry, Ewo" oraz "dobranoc, Ewo"? Może być przez telefon!):



Dbn!

coz I'm so very creative when hangover is over