Najpierw zahaczyliśmy o podwórkową wyprzedaż, gdzie Anna nabyła książki od samej Sylwii Chutnik, a ja i Kamil byliśmy raczej przytłoczeni kameralnością eventu, więc udaliśmy się na murek, co by dać sobie zrobić zdjęcie na pizdki.
Następnie udaliśmy się do miejsca o wdzięcznej nazwie Lokalna przy ul. Kwiatowej, gdzie wśród obsługi nie widziałam żadnej babki, a panowie kelnerzy ...hmmm... zdecydowanie warci są tego, żeby to miejsce odwiedzić. [Z mojej obserwacji wynika, że chłopaki z mokotowskich kawiarni generalnie przeczą zasadzie, że warszawscy samcy to straszna nuuuudaaaa i ogólne zaniedbanie. Ci mokotowscy są inni. MILI DLA OKA.] Do Lokalnej warto wpaść nie tylko z powodu chłopaków, ale też z powodu pysznego żarcia i zacnych napitków. My akurat trafiliśmy nieszczęśliwie na eksplozję męskości przy stoliku obok, wyrażaną w lufkach wódki i swobodnym, lecz jednak czerstwym, zagadywaniem wszystkich wokół ku uciesze dumnych towarzyszek, co wpędziło Annę w stan głębokiego i nieskrywanego zażenowania i skróciło nasz chillout tam. No pech. Miłym akcentem było natomiast psisko (bo można tam przychodzić z psami), leżące w taki sposób, że sama zapragnęłam zadrzeć kieckę i dołączyć.
No ale to, co nastąpiło potem to już naprawdę, naprawdę był szał. Otóż na rogu Różanej i Niepodległości jest lodziarnia, niby zwykła, ale jednak... no niezwykła. Wybór smaków był nieprosty i ostatecznie ja żarłam kulki o smaku nutelli i rabarbaru, które smakowały jak nutella i rabarbar; Kamil wybrał pistacjowe i lemon, przy czym pistacje były tak rzeczywiste, że zastanawiałam się, czemu łupinki nie chrupią w zębach, a lemon - tak kwaśne, że czułam kłucie za uszami; Anna miała rabarbar plus porzeczkowe, smakujące jak porzeczki z krzaka. Ale jakby ktoś nie miał ochy na lody owocowe, to jeszcze są takie o smaku pomidora, kopru, marchewki i buraka. A dwie kulki tam to naprawdę tyle lodów, że czułam się jak opity kleszcz. Naprawdę.
A potem to już tylko głupawka i 'the force of nature is truly unstoppable... can your bladder handle it, Kamil'? Rozważania tego typu były tak rozległe, że zawiodły Annę do złotej myśli, wieńczącej wycieczkę:
Każdy kiedyś się zsikał (w gacie), przez przypadek zjadł muchę i napił piwa z puszki z petami.
Well... nie sposób się nie zgodzić ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz