17 grudnia 2012
Grudniowe by the way
By the way, to już nie jest czas na rower, o czym przekonałam się dziś o poranku, jadąc do pracy na kółkach dwóch, no bo w końcu jest odwilż i temperatura na plusie. Otóż, darlings, okazało się, że sobie można wielotygodniowe ćwiczenia z omijania nierozgarniętych i zaspanych o poranku pieszych wsadzić...do rowerowego koszyka, gdyż wszystkie te nauki nijak się mają wobec lodu na chodniku. Tak więc jadąc sobie do pracy, wypierniczyłam się na rowerze, oczywiście przy autobusowym przystanku, żeby mieć jak najszerszą publiczność. Publika szalała! Na szczęście opanowałam do perfekcji upadanie na rowerze, po miesiącach prób i błędów, więc nawet specjalnie się nie utytłałam, tylko z godnością pozbierałam torebki z ziemi i udałam się w dalszą podróż. Nic tak nie rozbudza, jak solidne pierdolnięcie o glebę. Polecam, Boska Sętoska.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz