Już niebawem będę się przeprowadzać po raz szósty do siódmego mieszkania. Przez to wszystko (przeprowadzka, praca) budzę się ostatnio o 6 rano, pomimo że idę spać ok. 3 w nocy. Budzę się i nie mogę już zmrużyć oka. Nie pomaga nawet wizualizacja z rwącą rzeką na bezsenność, ponieważ nijak na kwiecie nie mogę umieścić przeprowadzkowego pudła (wizualizacja: należy wyobrazić sobie rzekę, na której są ogromne kwiaty i na te kwiaty, proszę ja kogo, wsadzamy wszystkie natrętne myśli, które nie pozwalają spać, i te myśli są porywaaaaaane przez rzekę; dzięki temu, że już ich nie ma, można spać spokojnie).
A codziennie przed zaśnięciem rozmawiam sobie z Szefem. O tym, że są jakieś granice ludzkiej wytrzymałości. Że być może On mi je ustawił w innym miejscu niż ja je widzę, ale że może w takim razie pójdziemy na jakiś kompromis? Bo ja naprawdę chciałabym iść z Nim na kompromis.
I pocztówka muzyczna, o której przypomniała mi moja M, a która tak niesamowicie pasuje do sytuacji:
(tak, tak, 11 lat bycia harcerką odcisnęło piętno i lubię poezję śpiewaną)
PS. Ostatnio preferuję krótkie formy, ponieważ całą swoją energię literacką inwestuję w autoreklamę, czyli przebojowe listy motywacyjne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz