30 grudnia 2011

Goście, goście!

A więc święta przeżyłam, a nawet mam się dobrze. Potwierdzam, że jeśli się ma słońce inside - lub chociaż skutecznie się sobie wmówi, że się ma - to ono tam jest i świat jest może nie tyle piękniejszy, co do zniesienia.

Rodzina moja powiela wszelkie możliwe wzorce, spośród których najbardziej dominujący jest ten z teściową i synową, za sprawą czego niemal rok w rok popierdalam z jednej wigilii na drugą (a zdarzyło się również, że na trzecią), co dotychczas skutecznie odbierało mi możliwość przeżywania magii świąt, gdyż najbardziej na świecie nie cierpię być umówiona na konkretną godzinę i przez to wstawać z budzikiem. [Tak, tak, nieważne, o której się umówiłam. Mam taką właściwość, że gdyby nie sikanie, to spałabym bez przerwy, więc jeśli nawet umówiłam się na 18, to wstanę najpewniej o 16.30 i pół godziny się spóźnię. Z góry przepraszam.] Tegoroczne wigilie były jednak zaskakująco przyjemne i jeszcze nie doszłam do tego, czy to kwestia nastawienia mojego czy współbiesiadników. I w sumie nie będę tego rozkminiać, bo skoro było ok, to ok.

Tradycyjnie wigilia była ostatnim dniem spędzonym z rodziną, resztę se przespałam, przechodziłam w piżamie, przeoglądałam filmami, przeleżałam z maseczką, etc. Pierwszego dnia namówiłam Kamila na obejrzenie CAŁEJ sagi Zmierzch dotychczas wydanej na dvd i odbyło się to z sukcesem. A potem jeszcze pyknęliśmy Team America. Obżarliśmy się przy tym jak świnie, choć smacznym domowym jedzeniem, i myślę, że przez to mam do dziś talię bąka i źle sypiam. Drugiego dnia przyjszła Halle Zie, czyli ta, która po sobie zmywa i od razu czyści zlew cifem, oraz Asia, która też zmyła po sobie z raz, ku mojego zaskoczeniu bez końca. Przeżyłam też coś, o istnieniu czego nie miałam pojęcia - ŚWIĄTECZNY SPACER. Gdybym wiedziała, że można wstać od stołu i iść na powietrze, to od kilku lat praktykowałabym to i nie czuła się tak podle! Dziękuję Ci, Halinko, za to odkrycie epokowe. Święta z przyjaciółmi są wg mnie najważniejszą częścią świąt, polecam tym, którzy jeszcze tego nie próbowali.

Za namową Hal sięgnęłam do książki, która mieszka na półce już jakieś sto lat i proszę, oto cytat, który do mnie dziś z tej książki krzyczał:

K: Ja nauczyłam się z uwagą patrzeć na to słynne pierwsze wrażenie. Ono się potwierdza albo nie, bo jak się ma dużo czasu i daje dobre warunki na otwarcie się i na otwartą komunikację, to często zaskakuje nas, ile w ludziach jest przemyśleń, otwartych postaw, własnego zdania, całkiem nieszablonowej dobroci, ile życzliwości i czułości, gdy czują się bezpiecznie. Więc trzeba sobie dać - albo warto sobie dać - czas, żeby to się mogło rozwinąć albo żeby sprawdzić, czy te zasoby są. Jednak danie czasu nie może polegać na tym, że przebieramy nogami, bo chcemy już! I tupiemy, że to się jeszcze nie spełniło. Oczywiście, powstaje tu też pytanie, czy chcemy inwestować w coś, co z góry nie ma gwarancji. Bo może wolisz dostać, co ci dają, żeby chociaż to mieć przez chwilę.

E: Ale mogę też pójść szukać kogoś, kto od razu będzie lepiej rokował.

K: Niekoniecznie tak łatwo jest go znaleźć. Myślę, że tu nie ma odpowiedzi, czy to jest sprawa przypadku, losu czy dobrych energii, które się rozpoznają, gdy spotykamy ludzi dla nas łatwiejszych niż inni. Jest co prawda coś takiego, że gdy człowiek się rozwija i coraz pewniej czuje w swoich wyborach, to rzeczywiście jakby szybciej rozpoznaje ludzi, z którymi będzie mu łatwiej i przyjemniej; w tym sensie to spotkanie zaczyna się od razu na wyższym pułapie.

E: I pewne rzeczy są już wiadome.

K: Tego wam i sobie życzymy: żebyśmy więcej spotykały takich ludzi, z którymi szybciej i pewniej można się porozumieć w swoich rejonach, na wspólnych falach, jak to się mówi, tych z naszej książki, półki czy bajki.

To trochę nawiązuje do mojej jeszcze licealnej refleksji, że wszystko się wydarzy, GDY PRZYJDZIE CZAS. I że porządek inside jest źródłem dobrej energii, która elektryzuje w kontakcie bezpośrednim, jest prawdziwa, szczera, niewymuszona i przyciąąąąąąąąąąga, przyciąga bardziej i bardziej. Takie też mam noworoczne postanowienie - że będę się wewnętrznie porządkować.

Tymczasem jednak porządkuję otoczenie, bowiem jutro przybywa gość z Poznania. Ogarnęłam kuchnię, jestem przed łazienką i Bóg potwierdzi, że nawet na święta nie sprzątam tak dokładnie :)

Koniec roku zaskakuje. Mam poczucie, że wszystko się ułoży. Bo jest praca w końcu, więc spokój odczuwam, muszę tylko przeżyć styczeń, mający w mojej głowie nazwę 'Miesiąc Bez Wypłaty' / 'Nie mam na raty bankach'. W Spencie udało się ogarnąć sprawy po mojej myśli. Zbliża się zaskakująca i eskscytująca wizyta R z Posen. No i sylwester w wielce wyjątkowym towarzystwie.

Do zoba w Nowym, Kochani, cmok-cmok. Bawcie się grzecznie, bezkacowo, nie puszczajcie z obcymi ;)

1 komentarz: