Rozpakowałam właśnie większość swojego dobytku i niniejszym jestem mieszkanką biblioteczki Anny R. Po 6 przeprowadzkach własnych oraz 2,5 pracowych nieco udało mi się zoptymalizować proces i dzięki nagłemu olśnieniu swemu (torby IKEA) i doskonałemu pomysłowi Justyny (wiązanie książek zamiast ładowania ich w kartony) udało się przewieźć mój cygański majdan w dwóch kursach autem osobowym + szafa.
Dzień rozpoczął się nazbyt szybko, jeśli o mnie chodzi. Pożegnalna impreza mojej dziewczyny z fejsbuka spowodowała, jak to mawia Szlachcic, wypięcie wrotek i przyznam szczerze, lwia część wieczoru wciąż jest dla mnie mglista. Niemniej jednak pamiętam, że sikając śmiałam się jak opętana z tekstów Haliny, a także okazałam się sprytniejsza od samej siebie i zawczasu postawiłam na stoliku nocnym Alka Seltzer.
Pomoc przeprowadzkowa miała przybyć w południe, zatem uznałam, że najwcześniej wstać mogę o 11.40 i tak też uczyniłam. Katarzyna i Maja rozłożyły szafę i Expedita, no i zapakowały część dobytku. Ja pozostałam w stanie otępienia do śniadanio-obiadu ok. 16 i jedyne, czemu mogłam się poświęcić i było to efektywne, choć zdecydowanie nie efektowne, to wiązanie książek w paczki. Zaangażowałam się w to do bąbli na palcach.
Sajmon, mój rycerz w lśniącej zbroi, dał się namówić w piątkowy wieczór na spontaniczną przeprowadzkę w sobotę, dzięki czemu uratował mój świat, za co dziękuję prosto z kamiennego serca.
Kamil przybył i złożył szafę oraz był towarzyski.
Poza wyżej wspomnianymi osobami są jeszcze inni, bez których przeprowadzka by się po prostu nie odbyła:
Bulon, który odpowiedział na mój fejsbukowy apel torbowy i, co więcej, dostarczył mi te torby. [Tu chciałabym zaznaczyć, że harcerskie przyjaźnie nie mają sobie równych i to jest moja refleksja w tym temacie. A HSR jest chyba w tej kwestii jeszcze-jeszcze bardziej specyficzna, w tym pozytywnym znaczeniu.]
Karol, który na moje jęczenie, że nie umiem, nie ogarniam, przerasta mnie to, nie wiem, jak zacząć, chyba nie dam rady, odpowiedział rzeczowym "Przestań pieprzyć i weź się do pracy, bo samo się nie zrobi!".
Przeprowadzkowa Grupa Wsparcia - Halina, Ania, Magda i Justyna z obczyzny, które po prostu znosiły moje jęczenie i sypały pomysłami.
And last but not least, Anna R., która w swej bezbrzeżnej dobroci zapewniła mi dach nad głową.
Bardzo jestem wdzięczna i z tą wdzięcznością udaję się na zasłużony przeprowadzkowo-kacowy spoczynek aka 'beauty sleep'. Dobranoc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz