16 grudnia 2011

Jak się rekrutuje w czasach kryzysu

Jak się rekrutuje w czasach kryzysu, to nie wiem, szczerze mówiąc. Wiem natomiast, że ja zaczęłam masową wysyłkę cv w sierpniu, a pierwsze telefony i spotkania mam dopiero w grudniu.

Idąc za radą Szlachcica, staram się być energetyczna i pozytywna, ale nie w nerwowy sposób. Ubieram się raczej w porządku, stosownie do charakteru firmy. Reakcje są różne, albo pozytywne, albo żadne (blank face).

Dzisiejsza rozmowa była naprawdę wyjątkowa. Po wstępnej wymianie informacji i doświadczeń usłyszałam, że moje zadania były powtarzalne i o niskiej jakości, co mnie z lekka wbiło w krzesło. [I tu mam refleksję, o której opowiedziałam już Karolowi i Karoli, a mianowicie: chciałabym mieć taką umiejętność, jaką ma Karol, czyli dodawanie szczypty zajebistości do każdego swojego projektu, choćby była to dwustronna ulotka A6. Trzeba się tego nauczyć, wypracować jakoś czy coś...]

Następnie padło pytanie: a u pani to jak jest? Jest mąż? Na co druga osoba rekrutująca powiedziała: Nie wolno zadawać takich pytań! Jest kampania w telewizji. Na co pan rzekł: NIE OGLĄDAM TELEWIZJI. Na co ja: Jest taka kampania, a kolejnym zakazanym pytaniem jest: czy planuje pan dzieci, jak będzie pan godził obowiązki domowe i zawodowe? Na co pan mówi: no właśnie, planuje pani dzieci?

Zawsze sądziłam, że kiedy usłyszę taką gadkę, to wygłoszę ideolo-mowę, powiem, że to skandal i opuszczę pomieszczenie dumna, że żyję zgodnie ze swoimi przekonaniami. Otóż, niestety, bezrobocie uczy pokory. Więc uśmiechnęłam się, grzecznie powiedziałam, że owszem, planuję, ale nie teraz.

A teraz, po tym wszystkim, to mam niesmak.

1 komentarz:

  1. To następnym razem już to rozegrasz po swojemu i w dupie z nimi!J.

    OdpowiedzUsuń