W środku nocy, jeszcze ciemno było, obudziła mnie
pielęgniarka, celując w moje czoło pistoletem…do mierzenia temperatury.
Niemniej jednak wrażenie to robi niezwykłe. Noc, obca osoba, pistolet. Emocje,
emocje.
Po tymże mierzeniu o 6 rano moje współspaczki bardzo się
rozbudziły. Jak pisałam – narzekać na panie nie mogę, nawet się integrujemy,
choć w bardzo powściągliwy (w końcu jestem Sętem) sposób. No więc panie nie
sabotowały aktywnie mojego snu, ale czułam presję, kiedy już się ogarnęły,
ubrały i pościeliły łóżka, a potem siedziały na nich ze spuszczonymi nogami,
nie robiąc nic, poza patrzeniem na mnie i cierpliwym czekaniem, aż jednak
wstanę, żeby mogły zapalić światło. No w takich warunkach, drodzy państwo, to
się spać nie da.
A potem śniadanie i po śniadaniu moc atrakcji – najpierw tomografia,
potem echo serca, potem rentgen klatki. I wszędzie przejazd karetką, wszakże
chorzy ludzie jeżdżą karetką :P
Spędziłam dzień oglądając Grę o Tron i robiąc komin na
drutach, czytając książkę, no i wypisując opowieści dziwnej treści. Fun fun
fun. Tyle się dzieje! :P
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz