Obudziłam się w cudooownyyym nastroju, naprawdę. Nie
pamiętam, kiedy był taki czas, że szłam spać przed 22 – chyba w podstawówce. I
to też nie jest takie pewne. Idzie się wyspać. A jakie mam w tym szpitalu
kolorowe sny…
W weekendy nic się nie dzieje, żadnych atrakcji, żadnych
badań, żadnych wycieczek karetką. Tylko winter wonderland za oknem (no bo lasy
w tej okolicy są piękne).
Przez cały dzień każda przychodząca pielęgniarka cisnęła mi,
że wolno robię ten komin, więc się spięłam i zrobiłam dwa. Czekam na włóczkę nową,
co mi ją sister przywiezie, nakurwię trzeci J
Odwiedziły mnie druhny z Warszawy, czyli Stank i Agata.
Zwierzyłam im się z moich flashbacków z harcerstwa i że codziennie rano, jadąc
rowerem śpiewam pod nosem jakieś piosenki z dawnych lat. Ostatnio był to
niestety pląs i z trwogą złapałam się na nuceniu „jestem małą papużką i jem też
malutko”… Stank sugeruje, że trzeba zmienić oddział na taki, który bardziej
będzie odpowiadał na moje potrzeby, np. psychiatryczny.
Postanowiłyśmy też założyć kółko książkowe i nie że jest to
przykrywka do chlania wina do utraty świadomości, my naprawdę będziemy mieć
kółko. Coś trzeba robić zimą, na dyskoteki za zimno :P Więc jeśli ktoś chciałby
z nami spotykać się na dyskusje o książkach i…wino, oczywiście, to zapraszamy.
Ale zastrzegam, że żeby wstąpić do kółka wino nie wystarczy, trzeba też czytać!
Chciałam też pochwalić druhny, że już w 40 min. po wyjściu z
autobusu na przystanku pod szpitalem, udało im się trafić na oddział, mijając
okoliczne pagórki, lasy i prosektorium (sic!).
Przygodę miała też Katarzyna, która chciała zrobić mi
niespodziankę i przyjechać, przy czym zakopała się w lesie w śniegu i musiała
przez ten las iść do cywilizacji ciemną nocą. Spooky as fuck.
Aha, wczoraj kiedy brałam prysznic, empirycznie
doświadczyłam tego, że ludzie nie mają wstydu/kąta oka. No ja tu się rozbieram,
a na dwójkę wbija pani i wzdycha!!! Jak tak można, kiedy inny człowiek jest pod
prysznicem?! Do dziś na to wspomnienie jest mi niedobrze. Ruch w tym schowku na
baseny jest większy niż w naszej łazience na Wierzbnie. No kto by pomyślał.
Ponieważ nikt mi tu nic nie mówi, naparłam na pana doktora z
uprzejmym pytaniem „Jaki jest status?” i dowiedziałam się, że we wtorek
wychodzę, whoop whoop J
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz