28 października 2012

Dzień 3, czyli jak nie masz zasad, to jesteś człowiekiem bez zasad

Księdza do dziś nie było. Może się przestraszył tego policjanta, z którym miał przyjść.

Obudziłam się w cudooownyyym nastroju, naprawdę. Nie pamiętam, kiedy był taki czas, że szłam spać przed 22 – chyba w podstawówce. I to też nie jest takie pewne. Idzie się wyspać. A jakie mam w tym szpitalu kolorowe sny…
W weekendy nic się nie dzieje, żadnych atrakcji, żadnych badań, żadnych wycieczek karetką. Tylko winter wonderland za oknem (no bo lasy w tej okolicy są piękne).
Przez cały dzień każda przychodząca pielęgniarka cisnęła mi, że wolno robię ten komin, więc się spięłam i zrobiłam dwa. Czekam na włóczkę nową, co mi ją sister przywiezie, nakurwię trzeci J
Odwiedziły mnie druhny z Warszawy, czyli Stank i Agata. Zwierzyłam im się z moich flashbacków z harcerstwa i że codziennie rano, jadąc rowerem śpiewam pod nosem jakieś piosenki z dawnych lat. Ostatnio był to niestety pląs i z trwogą złapałam się na nuceniu „jestem małą papużką i jem też malutko”… Stank sugeruje, że trzeba zmienić oddział na taki, który bardziej będzie odpowiadał na moje potrzeby, np. psychiatryczny.

Postanowiłyśmy też założyć kółko książkowe i nie że jest to przykrywka do chlania wina do utraty świadomości, my naprawdę będziemy mieć kółko. Coś trzeba robić zimą, na dyskoteki za zimno :P Więc jeśli ktoś chciałby z nami spotykać się na dyskusje o książkach i…wino, oczywiście, to zapraszamy. Ale zastrzegam, że żeby wstąpić do kółka wino nie wystarczy, trzeba też czytać!
Chciałam też pochwalić druhny, że już w 40 min. po wyjściu z autobusu na przystanku pod szpitalem, udało im się trafić na oddział, mijając okoliczne pagórki, lasy i prosektorium (sic!).

Przygodę miała też Katarzyna, która chciała zrobić mi niespodziankę i przyjechać, przy czym zakopała się w lesie w śniegu i musiała przez ten las iść do cywilizacji ciemną nocą. Spooky as fuck.
Aha, wczoraj kiedy brałam prysznic, empirycznie doświadczyłam tego, że ludzie nie mają wstydu/kąta oka. No ja tu się rozbieram, a na dwójkę wbija pani i wzdycha!!! Jak tak można, kiedy inny człowiek jest pod prysznicem?! Do dziś na to wspomnienie jest mi niedobrze. Ruch w tym schowku na baseny jest większy niż w naszej łazience na Wierzbnie. No kto by pomyślał.

Ponieważ nikt mi tu nic nie mówi, naparłam na pana doktora z uprzejmym pytaniem „Jaki jest status?” i dowiedziałam się, że we wtorek wychodzę, whoop whoop J

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz