10 października 2012

Rodzić, rodzić!

Muszę powiedzieć, że dzisiejsze newsy z Sejmu doprowadziły mnie naprawdę na skraj załamania nerwowego i gdybym tylko miała, dajmy na to, bazukę, to zrobiłabym tam rozpierdolkę.

Na początek - Ci, którzy na głosowanie w sprawie zaostrzenia przepisów dot. aborcji nie dotarli: co to za zwyczaje, żeby sobie posłowie i posłanki do pracy przychodzili (-ły) lub nie??? W normalnie zarządzanym przedsiębiorstwie jeśli ktoś się w robocie nie pojawi i jest to nieobecność nieusprawiedliwiona, to dyscyplinarnie z tej roboty wylatuje. Z wilczym biletem = syfem w papierzyskach. Czy możemy tak samo robić z posłami? Bo mnie jednak bulwersuje opierdalanie się za moje, twoje, pani, pana i państwa pieniądze. Tak jakoś generalnie uważam, że jak się już do pracy przychodzi, to warto na wynagrodzenie 'zapracować'. To po pierwsze.

A po drugie - ja sobie nie przypominam, żebym gdzieś przeczytała, że moja (kobiety) macica jest dobrem narodowym, w związku z czym wyłączona zostaje spod mojej kontroli i przekazana pod czułą opiekę aparatu państwowego. Nie rozumiem, dlaczego siedzą sobie gdzieś tam jacyś tam panowie (i, o zgrozo, panie) i wyrażają chęć decydowania o tym, co się będzie działo - za pośrednictwem tejże macicy - w moim życiu.

Obecne przepisy regulujące temat aborcji i tak są absurdalnie restrykcyjne i trudne do wyegzekwowania. Już mi się naprawdę ulewa od słuchania argumentów o moralnych aspektach przerywania ciąży, głównie dlatego, że głęboko wierzę w to, że kwestie moralno-etyczne nie powinny być regulowane prawnie, tylko w środeczku indywidualnej osoby. Więc każda osoba w tymże swoim środeczku powinna rozważyć, co dla niej oznacza przerwanie ciąży i stosownie do tego podjąć decyzję, dotyczącą wyłącznie siebie, ponosząc we własnym zakresie konsekwencje tej decyzji. Mówiąc najprościej: jesteś przeciwna aborcji, to jej sobie nie rób. [Napisałam 'przeciwna', jako że panów z oczywistego powodu (braku macicy) sprawa nie dotyczy, choć to oni, o paradoksie!, najwięcej mają do powiedzenia w tym temacie.].

Jakoś mnie mierzi brak empatii i wynikające z niego okrucieństwo osób radykalnie opowiadających się za nurtem pro-life. A co z 'life' kobiety, która zaszła w ciążę, bo ją zgwałcił ojciec? Co z 'life' kobiety, która np. cierpi na chorobę nowotworową i nie może ze względu na ciążę podjąć leczenia? Co z 'life' kobiety, która dowiaduje się, że dojrzewające w niej dziecko ma ciężką wadę genetyczną i urodzi się z terminem ważności? Od razu uprzedzam, że za tekst (odpowiednio): można oddać do adopcji, są okienka życia / można się poświęcić (i umrzeć z tego poświęcenia, dziecko osierocić) / życie nas doświadcza na różne sposoby i trzeba to przeżyć, chciałabym mówiącego chwycić za ramiona i bardzo mocno potrząsnąć. I zapomnieć, że go znałam.

Bulwersuje mnie to i w głębi duszy przeraźliwie boli, że żyję w społeczeństwie, w którym większość chciałaby bardzo wymusić na mniejszości swoją wizję dobra i zła i przeforsować swój jedyny i słuszny zestaw zasad moralnych. Otóż, drodzy moi, swoje zasady moralne najlepiej stosować w stosunku do siebie, a innym pozwolić żyć wg tych zasad, które dla nich są słuszne i jedyne.

No chciałoby się dziś stanik spalić, granatem cisnąć, bez wątpienia.

Gdybym miała graficznie przedstawić swoje wnioski po dzisiejszym dniu, sięgnęłabym po daily, co się nigdy nie przeterminowuje:

(źródło: http://www.daily.art.pl/index.php?d=2007-01-03)

Dobranoc.

PS. Event na fejsbuku jest, można się dowiedzieć z niego, w jaki sposób względnie konstruktywnie wyrazić swój sprzeciw przeciwko zaostrzaniu przepisów antyaborcyjnych: http://www.facebook.com/events/286269028141616/

1 komentarz: