11 godzin w sobotę w fabryce to bardzo dużo. Wdzięczna jestem bezbrzeżnie Istocie Wyższej, że mnie obdarzyła entuzjazmem oraz motywacją, bo gdybym miała warzywić się przez 8 godzin tak jak ci, którzy swojej pracy nie lubią, to zwariowałabym - tak se myślę - po pierwszych 16 godzinach roboczych. No więc mam ten swój entuzjazm i tę swoją motywację. Myślę sobie ciągle, że uśmiech to część uniformu (ha ha) i ci, którzy znają mnie sprzed marksowych czasów, a zwłaszcza z godzin porannych, śmieją się teraz razem ze mną z mojego grypsu z początku tego zdania. Niemniej jednak nie da się zaprzeczyć, że od września ubiegłego roku, kiedy to przystąpiłam do fabrycznej załogi, nauczyłam się cierpliwości, bardzo spokorniałam, trochę się zdyscyplinowałam, jestem bardziej przyjacielska, no i przestałam być suką przez całą dobę, tylko tę sukowatość staram się światu dawkować.
Dziś dzień miałam wielce miły, bo spuściłam sobie z głowy dwie stresujące sprawy. Po pierwsze, w teście na nowe stanowisko nadziobałam zajebiście dobry wynik; a po drugie - udało mi się zauczestniczyć w grze-szkoleniu dla sprzedawców, które kiedyśtam miałabym prowadzić w związku z tym nowym stanowiskiem. My-oh-my, jak mi brakowało szkoleń! Nie byłam może królową grypsu, jak za dawnych dobrych lat, ale i tak ubawiłam się po pachi, bo lepszej grupy nie można było mieć. Nawet było to dość integrujące. Nawet gość, które przez te wszystkie miesiące powiedział do mnie max 10 słów, nawiązał ze mną kontakt wzrokowy, co uznałam za spory sukces interpersonalny ;)
Ale i tak hitem dnia dzisiejszego była sytuacja kuchenna następująca: gratuluję koledze, że dostał nowe stanowisko, klepię go w ramię, mówię: 'aaaaale zajebiście, bardzo się cieszę' generalnie taka jestem bardzovery pro, a gość w połowie mojego entuzjastycznego słowotoku mówi: 'ŁADNA JESTEŚ', na co ja mówię: '___________________C O ? !', na co on mówi: 'ŁADNA JESTEŚ', na co ja mówię: '______________________________?', na co on mówi: 'lubię, kiedy dziewczyny się czerwienią', na co ja mówię: '_________yyy, no to dziękuję ci bardzo, eeeee....' i pędem (a raczej: PĘDEM) wychodzę nie oglądając się za siebie. Takie ze mnie eteryczne dziewczę, nieśmiałe i skromne. [Hint: można mi zamknąć twarz mówiąc coś miłego. Przydatne w awanturkach.]
No i na zakończenie muzyczka a la imprezka w radiu Eska, ale nic na to nie poradzę, że kiedy nie narzekam, czyli czuję się bosko i dosko jednocześnie, to chce mi się tańczyć i wtedy potańczyłabym do tego właśnie:
A może nawet jeszcze sobie potańczę :)))
Dobranoc!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz