Znam siebie na tyle dobrze, że wiem, że czasem 'to' jest ze mną. Zazwyczaj czeka, aż będę zmęczona lub chora lub wszyscy najważniejsi będą poza zasięgiem sieci komórkowej. Staram się nie rozwijać myśli, które mam wtedy w głowie (przysięgam, że nie wiem, skąd się biorą!), nie poświęcać im czasu, tylko przepływać po powierzchni zdarzeń, nie angażować się w nic i unikać trudnych sytuacji i osób. Bo przecież 'if we are wise we know that there's always tomorrow'.
Wtedy, kiedy 'to' jest ze mną, świat wygląda inaczej. Trochę jakby mi do oka wpadł kawałek zwierciadła z 'Królowej Śniegu'. No wszystko nie tak. Przyjaciele troszczą się niedostatecznie, jabłka są za kwaśne lub za słodkie, koty miauczą zbyt głośno, a pies śmierdzi. Tramwaje są jeszcze bardziej tropikalne niż zwykle, ludzi głupi i mający arsenał pytań z dupy, mrówek jest miliard razy więcej, wiatr za zimny, deszcz za mokry.
Tak mnie frustruje ta frustracja, że mam ochotę wziąć rozbieg, pieprznać głową w ścianę i skupić się na jakimś faktycznym bólu, takim namacalnym. Trudno jest zapanować nad pączkowaniem złych myśli, a ja nie lubię bardzo nie móc nad czymś panować. Ewa 'Control freak' Sęt.
Weltschmerz nasilił się w poniedziałek do tego stopnia, że postanowiłam zaplanować niepójście do pracy i wyspać się. Zapomniałam tylko, że ja nienawidzę się budzić (a uwielbiam za to zasypiać). Kilka razy wstałam w nocy i na autopilocie lazłam do lodówki po coś słodkiego (grzeeeeeeeeeech, grzeeeeeeech). Na złość sobie obudziłam się o godzinie jednocyfrowej, zirytowana tym faktem bardzo very odcedziłam psa i wróciłam do łóżka. Jakoś o 15 otworzyłam jedno oko i uznałam, że wolne dni ssą pałkę, kiedy się je przesypia, muszę sobie zrobić taki plakat i następnym razem nie dopuszczać do gnicia w łóżku pół dnia, bo okazało się, że to już nie te lata i nie jara mnie to.
Chyba z trybu Weltschmerz wybił mnie wieczorową porą Śliczny Kolega, za co jestem wdzięczna. I dotarło do mnie, że może na tym właśnie polega cała sprawa, żeby przeżyć te ciężki dni, dać się wyeksploatować czerstwym myślom, nie zwalczać ich, tylko poczekać, aż same pójdą w pizdu.
Tak czy inaczej, Weltschmerz is ovah.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz