Ostatnie dwa dni były z wielu względów dość ciężkie. Przede wszystkim niemoc w kwestii rozwijania kariery (lmfao, hahahaha) w handlu i reklamie. No kurwa, no tak strasznie mi się nie chciało, że nie umiem tego wyrazić inaczej niż: no kurwa, no tak strasznie mi się nie chciało... Nie lubię być leszczem, nie lubię nie lubić (choć możnaby pomyśleć inaczej), no a przede wszystkim nie lubię się zmuszać. Było ciężko. Poza tym miałam celofanową obsesję, o której nie będę się rozpisywać, nadmienię tylko, że po wpadnięciu w fazę 'panna z celofanu' wychodzi ze mnie koszmar i popełniam, tak na oko i mniej-więcej, wszystkie błędy w komunikacji interpersonalnej. Z pomocą przyszła Halle, która o tyle mnie zaskakuje, że zazwyczaj jebie mnie znienacka oraz wspiera mnie również znienacka. Po wczorajszym papierosowym small talku ogarnęłam się w stopniu znacznym, za co jestem Hallsonowi bardzo wdzięczna.
Ilustracja muzyczna do fazy celofanowej:
Zbieram się w środku do wypowiedzi na temat pewnego projektu obywatelskiego, który powinien być odrzucony, a został skierowany do dalszych prac, ale jeszcze chwilę spokoju w głowie sobie podaruję. Już niedługo rzygnę racjonalnymi argumentami, najlepszymi, bo moimi.
Tymczasem - do pracy!
ciesze się bardzo, że Twoje pisanie nadal trwa:) H.
OdpowiedzUsuń