4 lipca 2011

Post powitalny i zajebiście ważne pytanie


W pierwszym dniu po urlopie zdałam sobie sprawę, że czas zadać sobie zajebiście ważne pytanie o to, co chcę w życiu robić. I zacząć to robić.

Wbrew temu, co myślałam, pasją moją nie jest chodzenie do pracy. Do drugiej też nie. Stres mnie nocą dopadł z powodu zakończenia urlopu i przysięgam, że czuję dziś całą sobą zero entuzjazmu. W swoim dotychczasowym świecie nie czuję się niezbędna i muszę szybko wymyślić coś, żeby się wypełniać radością o poranku każdego dnia.

Wczoraj postanowiłam osłodzić sobie dzisiejsze rano i kupić słuchawki do odtwarzacza oraz przed pracą wypić kawę z Anną, moją dziewczyną z fejsbuka. Los nam jednak nie sprzyjał. Saturn okazał się zamknięty, z Anną minęłyśmy się w tym miejscu, którego nienawidzę bardziej niż swoich sąsiadów, ochota na kawę mi przejszła. Trzymałam się jeszcze kurczowo myśli, że oto znów będę spędzać 8 godzin (jeśli zdołam się nie spóźniać) z moimi ulubionymi współpracowaczami, ale na miejscu okazało się, że wymarzyłam sobie więcej czasu niż dane nam jest spędzić w natłoku obowiązków i tak oto, proszę ja kogo, mam pourlopową depresję chyba.

Magda, przyjaciółka ma najdroższa, zaczepiła mnie dziś smsem z krótką informacją, że jest konkurs literacki i może chciałabym go wygrać. W sumie to może bym chciała. Nagrodą jest walizka firmowa (choć ja się na firmach nie znam). Co prawda nie lubię podróżować, ale może mogłabym ją sprzedać na allegro i mieć choć przez chwilę drobne na drobne przyjemności. I wieczną sławę, nie wszystek umrę, lub chociaż kilkumiesięczną. A potem mogłabym robić karierę jako felietonistka, wstawać rano, czyli jak się obudzę, pić kawę, włączać komputer i szyć słowami. I dostawać za to pieniądze. Piękna wizja.

Dobra, trzeba tylko wygrać ten konkurs, a do tego czasu nie zwariować z pourlopowej frustracji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz