Reaguję jak mimoza urażona w czułe liście, na wszelkie wahania nastroju swojego męża, który w ciągu jednego popołudnia potrafi przejść od złego humoru, poprzez agresję, aż do sentymentalnej czułości. Zmienia parę razy w ciągu jednego dnia klimat swojego i mojego wnętrza, uważając się przy tym za równego faceta, który nie ulega nastrojom. I w pewnym sensie ma rację, bo to, co dzieje się między nami, a mnie zatruwa myśli, jemu nie przeszkadza ani w pracy, ani w odpoczynku. To ja i ty, droga siostro, męczymy się ze wszystkimi głupstwami i poważnymi problemami, i zawsze za to płacimy.Czasem wydaję na to drobne, czasem grubą forsę.
Karol mówi, że to kwestia empatii, a raczej jej braku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz